Niedzielne spostrzeżenia...


Modnym ostatnio słowem jest kryzys. Najpierw ten gospodarczy, dotykający coraz więcej krajów, zakładów pracy, konkretnych ludzi. W odniesieniu do ekonomii słowo bardzo często pojawiające się w mediach. 

Następnie kryzys wartości, który dotyka jeszcze bardziej niż ekonomiczny przelewa się przez kraje cywilizacji zachodniej. O tym jednak w mediach nie ma informacji, bo ten temat nie jest medialny. Jest taki chrześcijański, a może nawet nawet katolicki. 

I kolejny kryzys, kryzys człowieka. XXI wiek, dość rozwinięta technologia, komunikacja. Wydawałoby się, że wszystko co potrzeba, by zbudować dobre więzi, a jednak. Człowiek coraz bardziej jest sam i sam wpada czy wchodzi w mniejsze lub większe kryzysy. Pomimo swego powołania do wspólnotowości stajemy się coraz bardziej indywidualni. A przez to wiele rzeczy robię sam, z wieloma też muszę sobie radzić sam, a wtedy chwila trudności i "kryzys". Obwieszcza wokół, że jest trudno, że życie takie nie dobre. Ze może nawet traci sens. 

Życie jest dobre, stworzone i dane nam przez Boga. Dopóki jednak będziemy wpatrzeni tylko w jego materialny wymiar, dopóty będziemy przeżywać kryzysy. Ktoś powie, że łatwo napisać, powiedzieć - spójrz w przyszłość - gdy teraz trudno. 

Prorok Izajasz - odległa postać Starego Testamentu - uczy Naród Wybrany przekazując Słowa Boga: 
"Nie będą o Tobie mówić Porzucona...
Raczej nazwą Cię Moje w niej upodobanie..." 

To Boże Słowo do mnie i do Ciebie "Moje upodobanie znajduję w Tobie".


Bóg chce być blisko, gdziekolwiek się znajdujesz, gdziekolwiek przeżywasz kryzys. Bóg w osobie Jezusa Chrystusa stałe się Emmanuelem - Bogiem z nami. 

Jeśli zaś zaradził takim błahostkom jak brak wina na weselu w Kanie to zaradzi też każdemu problemowi Twojego życia. Szepnij tylko słowo. Wypowiedz je z wiarą i nie trać z oczy sensu życia, tego prawdziwego sensu. Sensu, który jest tylko w NIM. 

polecam niedzielne czytania 

Komentarze