Przejdź do głównej zawartości
Wracając do domu, sunąc powoli samochodem przez zakorkowane wieczorną porą miasto, włączyłem radio. Trwał właśnie program informacyjny w jednej z lokalnych rozgłośni radiowych. 

Ostatnia informacja zapowiadana przez panią redaktor zabrzmiała mniej więcej tak: 
"Franciszkanie z ... (i tu padła nazwa miasta, w którym znajduje się klasztor) nic nie robią sobie z ostatnich słów naszego papieża Benedykta, o tym, że w szopce nie było zwierząt i zapowiadają, że także i w tym roku w ich przyklasztornej szopce pojawią się żywe zwierzęta. Wtem w materiale pojawia się głos ojca Gwardiana, który serdecznie zaprasza, jak co roku, do odwiedzin klasztoru i szopki, w której oprócz tradycyjnych polskich zwierząt będą także: lama i wielbłąd. 
Gdyby na tym owa informacja się skończyła, można by przeboleć, iż prowadząca informacje nie doczytała lub nie zrozumiała przesłania Papieża z Jego najnowszej książki. Ale niestety, jak to w mediach bywa musi pojawić się "ekspert" (o medialnych ekspertach napisałem w sierpniu). 
Tym razem owym ekspertem od spraw papieskiej książki i szopek okazał się p. Bartoś. Były ksiądz, były dominikanin, który swoje "5gr" też chciał dołożyć. Mówił zatem:
Nie tylko w szopce nie było zwierząt ale w ogóle nie było szopki. Jezus nie narodził się w Betlejem tylko w Nazarecie. Wszytko jest miłą pobożnościową opowiastką. Nagle jego odkrywcze rewelacje milkną i tylko p. redaktor dopowiada odwołując się do jego wypowiedzi: Trzech Króli też prawdopodobnie nie było. 
Informacje się skończyły. 

Zastanawiam się więc po co w eter poszły te informacje? Jaki cel przyświecał redaktorom i wydawcom tychże informacji na kilka dni przed świętami?

Od kilku, a może nawet kilkunastu lat zazwyczaj przed świętami "wypływa" w głównym nurcie mediów jakiś "kościelny" odgrzewany temat. 
Można strawić gdy opiszą jednego lub drugiego proboszcza, nawet biskupa, czy organizację kościelną. Ale od pewnego czasu próbuje się nam zabrać z tych świąt nie tylko nasze tradycje ale też to co stanowi istotę tych nadchodzących dni. 

W ubiegłym roku na jednym z portali znalazłem takie słowa: 

Christ is a reason for this season

Bez tego Fundamentu nie ma świąt. Nie dajmy sobie zabrać  Boga ze świąt Bożego Narodzenia.
Zostanie nam mniej lub bardziej zastawiony stół, prezenty, upominki, rozświetlona choinka (której też de facto nie było w Betlejem).

Nie straćmy sami i nie dajmy sobie zabrać tego, co w te święta najważniejsze: Spotkania z przychodzącym Bogiem. 


Komentarze

  1. Okrutna moc mediów - manipulacja... Kiedyś widziałam krótki film na YT o katastrofie smoleńskiej, w którym autor ukazywał właśnie to jak chociażby muzyka czy pokazane konkretne urywki wypowiedzi potrafią manipulować opinią ludzi. Przykre, ze poddawany jest temu też, a może nawet przede wszystkim Kościół. Tym bardziej przykre, że ma to na ogół miejsce w okolicach najważniejszych dla nas świąt. Ale może będzie ''bum'' i wszystko się zmieni... miejmy nadzieję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

w zatroskaniu o kapłaństwo

To już mój kolejny wielki czwartek przeżywany jako ksiądz-zakonnik, kolejna Msza Krzyżma z ponowieniem kapłańskich przyrzeczeń. Dziś na kazaniu, z ust arcybiskupa Dublina padło pytanie skierowane do kapłanów o istotę powołania. O powrót do tego pierwszego momentu odpowiedzi na powołanie. Co Cię wtedy zafascynowało? Pójście za Jezusem? Służba Jemu. Głoszenie Jego nauki. A co jest dziś pytał arcybiskup. Czy jest wciąż ta fascynacja?  No właśnie czy jest? Czy dziś w kapłańskim życiu wciąż jestem wpatrzony w Tego Pasterza z zielonych pastwisk, który pokazuje jak szukać zagubionej owcy. Czy może wokół ciemny las, który przysłania Tego, który stał u początku powołania.   Pytanie z dzisiejszej homilii to pytanie kapłańskiej codzienności…  Za papieżem Franciszkiem powtarzam prośbę… módlcie się za mnie… Módlcie się za kapłanów… Niech uczestnictwo w Liturgii Wieczerzy Pańskiej, będzie dziękczynieniem Bogu za te dwa sakramenty Jego miłości i Jego obecności wś

5 lat temu

Niedziela Bożego Miłosierdzia... 30 marca 2008 roku Siedmiu kleryków Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej przygotowuje się do złożenia profesji wieczystej.  Po zimowej Wielkanocy we Władysławowie i zimowych rekolekcjach wróciliśmy do Domu Głównego w Poznaniu. Tam podczas uroczystej liturgii Niedzieli Miłosierdzia padały te słowa: "W Imię Trójcy Przenajświętszej.... składam w tymże Towarzystwie dozgonny ślub czystości, ubóstwa i posłuszeństwa... przy pomocy łaski Bożej i pod opieką Matki Najświętszej żyć będę duchem tego Towarzystwa ... "  Złożony podpis, akt profesji na ołtarzu, z rąk przełożonego profesyjny krzyż ...  Zakonne życie w pełni...  Minęło już (albo dopiero) 5 lat.  5 Bożych lat... ile doświadczyłem, ile otrzymałem w tak niedługim przecież czasie wie sam Pan Bóg tylko...  Dziś pierwszy sms z życzeniami i zapewnieniem o modlitwie przyszedł od rodziców,  zawsze ten krok do przodu, nawet wtedy gdy dzieli nas odległość

Bóg zaskakujący świat

Habemus Papam… na te słowa czekały setki, tysiące, a nawet miliony. U jednych była ciemna noc, u innych wieczór, gdzie indziej rozpoczynał się dzień.  Oto jest … z komina Sykstyny uniósł się biały dym. Rozbrzmiały dzwony, przekaz był jasny, zgromadzeni na Konklawe wybrali Piotra naszych czasów. Ten czas oczekiwania od dymu do tych łacińskich słów jakże długo trwał. Kogo wybrali? Kto wyjdzie na balkon? Jakie przybrał imię? Skąd pochodzi? Takie i tym podobne pytania kłębiły się w głowach wielu ludzi, może szczególnie dziennikarzy. Wielu z nich miało już przygotowane odpowiedzi, przypisane   imiona do konkretnych „kandydatów”.   W oknach sąsiadujących z balkonem bazyliki rozbłysło światło, ogłoszenie już blisko, otwierają się drzwi wychodzi kardynał protodiakon i obwieszcza: Annuntio vobis gaudium magnum: habemus Papam….. Padają imiona: pierwsze… drugie….  Szybkie przeszukiwanie pamięci…. Który z papabili miał tak na imię….  A kardynał odczytuje dalej łacińskie słowa i pada n